Jak oszczędzić 1600 zł w 12 miesięcy, czyli transportowy challenge.

Transportowy challenge

Jak widziałeś w poprzednich notkach, jeszcze nie tak dawno dojeżdżałem do pracy tramwajem. Nie musiałem kręcić się wokół biura szukając miejsca parkingowego, najlepiej w cieniu i nie przy tej drodze którą jeżdżą ciężarówki z budowy, bo później całe auto zasypane piachem!

Nie musiałem nudzić się stojąc w korku podczas powrotu tylko po to, żeby zaraz kląc pod nosem szukać skrawka wolnej przestrzeni jak najbliżej swojej klatki bo sąsiad znowu zaparkował swoje Seicento na dwóch miejscach parkingowych jednocześnie.

Teraz sprawa ma się inaczej. Przeprowadziłem się i mieszkam nieco dalej od pracy, ale za to mam zamknięty parking, więc parkingowe ju-jitsu uprawiam tylko pod biurem. Wracając nadrabiam kilka kilometrów jadąc dłuższą, ale szybszą trasą. Stoję tylko 5 minut w kolejce włączających się do ruchu, 10 minut na jednych światłach i jakies 7-8 przy ostatnim skrzyżowaniu. Popatrz, jaka optymalizacja. Ledwie 24 minuty stania! Mistrz! (czytaj dalej…)

Mój pojazd, kombi oczywiście, jest nadwyraz ekonomiczny, bo pali około 6-7 litrów na 100km i przy okazji również wyjątkowo ekologiczny, bo wyposażony w 16-letni silnik diesla spełnia normę Euro chyba minus dziesięć. I tak wesoło, przy takim spalaniu miesięcznie wyjeżdżam cały bak (nie licząc rezerwy). To jest jakieś 200zł w zależności od ceny paliwa. Czas na prostą matematykę: 200zł na miesiąc to 2400zł na rok, co z kolei przekłada się na 24000zł na dekadę. Do tego dobijanie kolejnych kilometrów do sporego już przebiegu, które na pewno nie działa na korzyść leciwego samochodu i skraca czas między kolejnymi wizytami w warsztacie. Jak do tej pory poza dużym remontem krótko po zakupie od chyba nie tak do końca szczerego i uczciwego poprzedniego właściciela auto sprawuje się nieźle, ale to nie znaczy że wytrzyma bez serwisu kolejne dziesiątki tysięcy kilometrów. Lepiej go nie drażnić.

Co z tym zrobić? Moje wyliczenia pokazują, że wygoda ma wysoką cenę, a zarazem nie jest do końca uzasadniona. Samochód służy mi jako spalinowy wózek inwalidzki, a przecież inwalidą nie jestem. Codziennie rano i popołudniu transportuję siebie, żelastwo, plastik i litry powietrza kilkanaście kilometrów w jedną stronę po to, aby po ośmiu godzinach tą całą konstrukcję przetransportować spowrotem na parking za blokiem.  Wszystko po to, aby uniknąć 5 minut pieszej podróży na przystanek, kolejnych 5 minut na przesiadkę i minuty na dojście do biura. Dokładnie tą samą operację wykonam korzystając z transportu miejskiego i odpada nawet argument wygody, bo przecież w autobusie i tramwaju też są siedzenia. Nie jest to jakaś tajemna technologia zarezerwowana tylko dla samochodów. Tam też można posiedzieć, a nawet jeśli nie, to postać krócej niż trwa dojazd samochodem (a i na zdrowie wyjdzie).

Jeśli chcesz sprawdzić ile codziennie wydajesz na dojazdy do pracy, to zapraszam Cię do skorzystania z tego kalulatora kosztów paliwa.

Nieefektywne wydaje się dosłowne puszczanie swoich pieniędzy z dymem. Nie wyszedłbym przecież na balkon, żeby spalić dychę każdego dnia. Tutaj oto, publicznie składam obietnicę, że w lipcu będę dojeżdżał do pracy korzystając z komunikacji miejskiej, a w ciągu całego miesiąca nie pojadę samochodem więcej niż 5 razy, które pewnie wykorzystamy na dojazd na rodzinny, sobotni obiad. Ciebie też do tego zachęcam. To znaczy nie do przyjechania na mój sobotni obiad. Odłóż kluczyki, kup kartę i jazda.

Po co o tym piszę? Widzisz, wyżej przedstawiłem jak to wygląda z punktu widzenia oszczędności. Do tego dochodzi aspekt zdrowotny, bo jeśli jesteś osobą, która nie ma wiele aktywności fizycznej, to ten spacer na przystanek i z przystanku z pewnościa wyjdzie Ci na dobre. Trzecia sprawa to aspekt ekologiczny. Im bliżej zimy, tym bardziej narzekamy na smog w Krakowie. Wiem, że mieszkańcy innych miast też cierpią z tego powodu. Co Ty na to, aby zacząć zmianę od tego małego-dużego gestu pozostawienia auta na parkingu? Ja zaczynam już za dwa dni.

Koszt karty miejskiej na dwie linie to 64 złote miesięcznie, więc około 30% moich miesięcznych wydatków paliwowych, które w budżecie i tak zajmują więcej niż powinny. Challenge posłuży mi jako półśrodek do stałej przesiadki na komunikację miejską, co pozwoli na zachowanie 1632zł w ciągu roku. To już nieco fajniejsza kwota, prawda? Jeśli policzymy to w skali makro, to taka oszczędność pozwoli mi się wzbogacić o 16320 zł w ciągu dekady. A gdy pomyśleć, że przesiadka na rower zniwelowałaby koszty zupełnie i na dodatek przyczyniła się do poprawy zdrowia i kondycji? Zdecydowanie trzeba to rozważyć!

Tymczasem odnajdę swoją kartę, wezmę psa i radosnym krokiem poczłapiemy wspólnie do automatu, w którym ja będę mógł ją doładować i który on będzie mógł podsiknąć, po czym wrócę do korzystania z bardziej sensownego (i klimatyzowanego, nie to co moja Astra) środka transportu. Jeśli też transportujesz się wszędzie samochodem wożąc ze sobą tylko powietrze, gorąco zachęcam Cię do podjęcia wyzwania i podzielenia się rezultatem. To dobry krok w stronę oszczędzenia pierwszego miliona. Chyba, że masz jakąś wymówkę…

12 Replies to “Jak oszczędzić 1600 zł w 12 miesięcy, czyli transportowy challenge.”

  1. Bardzo fajny tekst. Mało kto zastanawia się tak szczegółowo nad wydatkami. Ale jakby je tak rozbić na czynniki pierwsze, wyszłoby, że najdroższa jest nasza wygoda, która w wielu przypadkach, wcale nie jest uzasadniona 🙂

  2. I jak widać, grosz do grosza. Warto zwracać uwagę na co i kiedy wydajemy i szukać atrakcyjniejszych alternatyw. I być bliżej miliona 🙂

  3. Nawet małe kwoty zliczone z całego miesiąca dają pokaźne kwoty. A koszty utrzymania samochodu do małych nie należą. Wygoda swoją drogą, ale gdy pracuje się niedaleko, to faktycznie szkoda pieniędzy. Zdrowia też.

  4. Auto, to jeszcze inne koszty. Twoje ma 16 lat (?), moje 17:) Co chwila trzeba coś wymieniać, żeby chodziło w miarę sprawnie. W tym roku np. klimatyzacja się popsuła (1600 zł). Ja mieszkam na wsi i dojechać wszędzie trzeba. Kupiłam sobie przyczepkę do roweru, bo rowerem lubię jeździć, ale i tak nie zawsze z nią pojadę, bo nie będzie pogody, ochoty czy czasu:) Trzymam kciuki, żeby się udało

    1. Hej Malwina,

      Tak, całe 16 lat 😉 Jeśli chodzi o naprawy to wiem jak jest, też tak miałem z innymi samochodami, które kiedyś miałem. Z tym było nieco inaczej. Szybko po zakupie zawiozłem go do warsztatu i poprosiłem o szczery, gruntowny przegląd. Zostawiłem tam 3 tysiące złotych, ale od tamtej pory żadnej awarii. Myślę, że warto brać na poważnie przeglądy i nie mam tutaj na myśli przeglądów w stacjach obsługi pojazdów, tylko w warsztatach. Dwa razy do roku, przed zimą i po zimie pojechać do mechanika i poprosić, aby sprawdził czy coś wymaga uwagi i koszty są znikome, bo nie pozwalasz na awarię.

      Przyczepka do roweru to super sprawa. Dla mnie też przyjdzie czas na rower 🙂

  5. Przyda się, da tych, którzy mieszkają w mieście. Warto sprawdzić ile jest wart czas poświęcony na dojazdy.

    1. W dużej części przypadków czas dojazdu w Krakowie jest podobny niezaleznie, czy wybierasz samochód czy transport miejski. Koszt z kolei się mocno różni. Jesli chodzi o mieszkanie poza miastem, to wiem, że kiedyś najpopularniejszym środkiem transportu był składak. Myślę, że jeśli 20 lat temu się dało to i teraz się da. Przyzwyczailiśmy się po prostu do wypalania pieniędzy w zamian za wygodę.

  6. Czyta Twoje BIO – podoba mi się ten milion❤️ Co do Twojego wpisu, tez myślałam o tym, żeby przesiąść się w lecie na komunikację miejską. Odpadają dojazdy dojazdy do szkół, wiec u mnie byłoby to możliwe. Kwestia do przemyślenia 🙂

    1. Nie ma nad czym myśleć Iwona! Ja właśnie opłaciłem bilet miesięczny i od jutra kuruję się z wygodnictwa 🙂 Powodzenia!

  7. No proszę, czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że na co dzień zmieniając nasze przyzwyczajenia możemy sporo zaoszczędzić. Jest tyle możliwości – zmiana operatora telefonicznego, rezygnacja z płatnej tv na rzecz naziemnej, itd. Trzeba tylko wszystko dokładnie przeanalizować.

    1. Z TV proponuję zrezygnować zupełnie. Nie oglądam i polecam każdemu. Płacę niestety rachunki w związku z umową do której się zobowiązałem ponad rok temu, ale nawet nie mam podłączonych urządzeń tu gdzie teraz mieszkam. Sto złotych za to, żeby ktoś Ci mówił co masz myśleć? Pas!

  8. […] Koszty omawiałem w opisie challenge’u. W kieszeni zostaje jakieś 150 złotych. Ponadto oszczędzam na ewentualnych naprawach […]

Dodaj komentarz