Mieszkanie dla młodych – wrażenia z wizyty u eksperta

MDM - Czy warto?

Mieszkanie dla młodych – czy naprawdę warte zachodu?

Kilka miesięcy temu szukałem informacji na temat programu „Mieszkanie dla młodych”. Wiedziałem, że pieniądze, tak samo jak i cały program już się kończą, ale postanowiłem sprawdzić czy jeszcze uda nam się załapać na dodatkowe fundusze przy zakupie nieruchomości. W końcu jak przystało na aspirującego milionera, szkoda by było mi odpuścić szansę zupełnie darmowego zyskania kilkudziesięciu tysięcy. No właśnie, pytanie czy darmowego… (czytaj dalej…)

Nie byliśmy gotowi na zakup mieszkania w tamtym momencie. Raczej staraliśmy się zorientować w sytuacji. Dzieki temu, że rozsądnie gospodarujemy pieniędzmi i posiadamy pewne oszczędności mogliśmy rozważać zakup mieszkania w programie, ale z niskim wkładem własnym, a to nie jest dla nas optymalne rozwiązanie. Znaleźliśmy stronę internetową, która po wpisaniu numeru telefonu oferowała kontakt ze strony eksperta od MDM, który nam wyjaśni jak działa ten program, co należy zrobić, aby sie do niego zgłosić i od czego zależy wypłata środków. Pomyśleliśmy, że nic przecież nie mamy do stracenia i podaliśmy numer telefonu. Po niedługim czasie skontaktował się z nami pan ekspert. Pan wiedział o programie mniej niż ja, ale bardzo zależało mu na umówieniu spotkania. Uznaliśmy, że coś tutaj – mówiąc wprost – śmierdzi, bo za mało wiedział, a za bardzo mu zależało na spotkaniu. Postanowiliśmy ekspertowi podziękować. Zareagował dość emocjonalnie, wprost sie dziwiąc, że „nie chcemy darmowych pieniędzy” i sugerując, że to nam powinno na tym zależeć, a nie jemu. Coś w rodzaju telefonów od sprzedawcy usług telekomunikacyjnych, któremu bardzo zależy na prowizji, ale niekoniecznie ma rozwinięty warsztat retoryczny.

Dwa dni temu skontaktował się z nami inny przedstawiciel tej samej firmy informując, że pojawiły się nowe środki w programie i zaproponował umówienie spotkania. Zgodziliśmy się i jeszcze tego samego dnia bez większych oczekiwań stawiliśmy się pod podanym adresem, który okazał się być siedzibą jednej z agencji nieruchomości (i pośrednika kredytowego zarazem). Zgodnie z naszymi oczekiwaniami agent, chociaż bardzo miły, przywitał nas pytaniem „W czym mogę pomóc?”, co w sytuacji kiedy to my zostajemy przez nich zaproszeni na spotkanie, jest równie taktowne jak wsiadanie do tramwaju nie czekając aż wszyscy wysiądą. Poinformowałem pana agenta, że zostaliśmy zaproszeni na spotkanie, więc jesteśmy raczej nastawieni na słuchanie.

Po chwili obok doradcy kredytowego pojawił się pośrednik nieruchomości i się zaczęło. Panowie z jak najlepszymi intencjami policzyli naszą zdolność kredytową, sprawdzili warunki kredytu, odpowiedzili na nasze liczne pytania i pomogli w wyszukaniu nieruchomości pasujących do naszych potrzeb.

OK, jakie mieszkania mamy do wyboru?

No i właśnie tutaj jest pies pogrzebany. Zgodnie z doradztwem agenta nieruchomości okazało się, że w Krakowie, gdzie na każdym najmniejszym trawniku budynki wyrastają jak grzyby po deszczu, są trzy inwestycje spośród których możemy wybierać. Jedną zdecydowanie odrzuciliśmy ze względu na lokalizację, do której czas dojazdu gwarantował nam możliwość przeczytania czterech książek tygodniowo i powodowała, że transportowy challenge będzie mocno wymagający. Dwie pozostałe miały mieścić się w akceptowalnych lokalizacjach, gdy już zostaną wybudowane. Ot takie wystawione na sprzedaż dziury w ziemi w których ktoś obiecał, że wybuduje dla nas mieszkanie.

Jedna z dziur spełniała warunki dofinansowania MDM, ale wymagała zakupu miejsca postojowego w cenie 25 tysięcy złotych. Druga minimalnie przekraczała dopuszczalną cenę za metr kwadratowy, ale obrotny agent obiecał, że postara się wynegocjować cenę tak, aby było dobrze. Przez dobrze miał na myśli znalezienie nam miejsca parkingowego na które deweloper przeniesie część ceny mieszkania. Taki bonus.

Ceny mieszkań wynosiły około 330 tysięcy i 390 tysięcy (3 pokoje, niecałe 50m2). Byliśmy już zdziwieni ceną mieszkań, które mieściły się w centrum betonowych blokowisk, a cenowo nie odbiegały tak bardzo od cen mieszkań w bardziej atrakcyjnych inwestycjach. Następnie okazało się, że do cen mieszkań dochodzi też opłata rezerwacyjna w wysokości 3 tysięcy złotych. Wiem, że dla zorientowanych kupców to nie niespodzianka, ale to nas zaskoczyło.

Ile za ten kredyt?

Ok, fajnie. Posłuchajmy teraz doradcy kredytowego. Po odpowiedzeniu na kilka pytań przed naszymi oczami zostały zaprezentowane oferty czterech banków. Rata była wysoka, ale prosiliśmy o wyliczenie kosztów kredytu na 20 lat (to i tak naszym zdaniem bardzo długo). Koszt udzielenia kredytu oscylował we wszystkich przypadkach w okolicach 120 tysięcy złotych. To tyle ile można oszczędzić w trzy lata licząc 40 tysięcy rocznie a nawet więcej, jeśli uda się zaliczyć miesiąc albo dwa maksymalizując oszczędności i zarabiając ekstra kasę. Następnie agent przedstawił nam jakie ubezpieczenia i inne wymyślne opłaty składają się na ten koszt. Opłata za obowiązkową kartę debetową dodawaną do obowiązkowego konta z obowiązkową kartą kredytową. To nic. Bank też się o nas martwi, więc oferuje nam obowiązkowe ubezpieczenie od utraty pracy, na życie, od wypadków losowych, od wojny atomowej i od porwania psa. Kilka z tych kwot miało być zapłaconych z góry w momencie udzielenia kredytu. Wkład własny niepotrzebny, ale kilkanaście tysięcy na samym starcie do zapłaty z góry (nie zapomnij o miejscu parkingowym!). Spotkanie skończyliśmy z pokerowymi minami, ale wewnątrz byliśmy zszokowani.

Odnieśliśmy wrażenie, że korzystając w tej chwili z programu MDM nie tylko nie oszczędzilibyśmy pieniędzy, ale wręcz je stracili. Szczególnie, jeśli przeliczymy swój komfort na pieniądze. Wybór mieszkań był znikomy, ceny wysokie i w nieprzyjaznej okolicy. Być może w pierwszych latach funkcjonowania ten program faktycznie był korzystny. W tej chwili nie poleciłbym korzystania z niego (a już na pewno nie na ostatnią chwilę, bez przygotowania), ponieważ łatwo podejść do niego mocno emocjonalnie i podjąć zbyt szybkie decyzje.

Cieszę się, że poszliśmy na to spotkanie, ponieważ teraz wiem, że nie będzie do końca czego żałować jak program już się skończy. Jeśli masz odłożone pieniądze z przeznaczeniem na wkład własny i jesteś zdecydowany na konkretne mieszkanie kwalifikujące się do programu, to śmiało działaj. Dla nas właśnie ta ostatnia sprawa była nie do przeskoczenia. 35 tysięcy, które otrzymalibyśmy jako dopłatę do mieszkania tak naprawde poszłoby na wykupienie obowiązkowego miejsca parkingowego i opłacenie ubezpieczeń od wszystkich strasznych rzeczy, które mogą się wydarzyć. Wiem, że te ubezpieczenia też występują przy zwyczajnych kredytach, ale przy standardowym kredycie przynajmniej mogę wybrać gdzie będę mieszkał. Nie zrozum mnie źle. Program nie jest zły. Jeśli wiesz co robisz, jesteś przygotowany merytorycznie, finansowo i znalazłeś odpowiednią nieruchomośc, to pewnie na tym wyjdziesz w miare dobrze. My nie byliśmy, ale też nie pokładaliśmy w nim wielkich nadziei. Ot takie – pójdziemy i zobaczymy co się stanie. Nie skorzystamy.

Jak nie kredyt, to co?

Co w takim razie zrobimy? Dotrwamy do końca umowy w wynajmowanym obecnie mieszkaniu nadal odkładając na swój pierwszy milion i zdecydujemy czy chcemy kredytować zakup nieruchomości, czy wolimy uzbierać pełną kwotę mieszkając tu, gdzie teraz i kupić mieszkanie, które będzie nam służyć przez kilka kolejnych lat, a później nada się na sprzedaż lub wynajem. Ta decyzja być może nie jest najbardziej efektywna z punktu widzenia kosztów, ale uczucie, którego doznałem w momencie kiedy były mi przedstawiane wszelkie dodatkowe koszty kredytu, ubezpieczenia pomostowe, opłaty za obowiązkowe karty kredytowe i inne wspaniałe produkty dośc mocno mnie zniechęciły do skorzystania z niego. Może się przeprosimy z kredytem, nie twierdzę, że nie, ale jeśli go weźmiemy to na mieszkanie na którym nam faktycznie zależy, a nie na narzuconą z góry inwestycję, która jeszcze nawet nie powstała.

13 Replies to “Mieszkanie dla młodych – wrażenia z wizyty u eksperta”

  1. Jak dla mnie jeden wielki biznes 😉 Każda ze stron ,,pomagających” dobrze na tym zarobi, a medialnie jeszcze wypromują się na pomocy młodym 😉

  2. My kupiliśmy mieszkanie na kredyt, choć czasem się zastanawiam, czy faktycznie nie byłoby lepiej poczekać i odkładać 🙂 Wizja 20 lat z bankiem na karku trochę stresuje moje wyobrażenia 😉

    1. I tak dobrze, że zdecydowaliście się na 20 lat. Spora ilość znajomych brała kredyt na 30 lat, a słyszałem o rekordzistach, którzy wzięli na 35 lat. Nie każdy jest w stanie odkładać, więc rozumiem branie kredytu hipotecznego. Być może sami go weźmiemy, nie mogę obiecać, że nie. Ważne, aby wziąć go na jak najkorzystniejszych warunkach, świadomie i bez pośpiechu, który w przypadku ostatniej puli środków MDM jest wszechobecny 🙂

  3. Jakoś od zawsze byłam negatywnie nastawiona do programu MDM i Twój post mnie tylko w tym negatywnym odczuciu utwierdza. To zdecydowanie nie dla mnie. Tym bardziej, że jak kupię to już takie wymarzone mieszkanie, a nie jakieś z puli, którą mi ktoś z góry narzuci. Myślę więc, że mamy podobny tok myślenia. 🙂

  4. Sam MDM ma korzystną konstrukcję finansową dla chętnych, którzy mogą skorzystać, zwłaszcza jak są dzieci. To spore dopłaty. Niestety aby móc skorzystać należy znaleźć odpowiednie mieszkanie, a to już inna bajka i pośrednik nieruchomości niekoniecznie tu pomaga uszlachetniając cenę swoją prowizją. Trochę bez sensu nastawiać się negatywnie do tego że można dostać kilkadziesiąt tysięcy złotych gratis. Taki kredyt nie musi być drogi. Oferty banków są różne.

    1. Hej Darek,

      Pewnie, że można skorzystać z MDM i wyjść na tym korzystnie. Ja się skupiłem bardziej na moim wrażeniu ze spotkania i ograniczeniu w dostępności mieszkań. Jeśli wycenię też swój komfort, czyli swoje upodobania co do lokalizacji, czas dojazdu i sposób realizacji inwestycji (betonowe blokowiska), to okazuje się, że korzystając z dopłaty dla pary lub dla rodziny 2+1 może cały proces nie być wart zachodu. Ale oczywiście, znajdzie się cała masa rodzin, które świadomie skorzystały z programu i są zadowolone.

  5. No niestety zakup własnego lokum to wiele ukrytych kosztów. Warto się więc dobrze przygotować do takich decyzji. Nie wiedziałam, że program jeszcze istnieje, ale… Zostałam skutecznie do niego zniechęca. Gdy moja córka będzie szukać swojego M, pomożemy jej w podejmowaniu tej jednej z najważniejszych decyzji w życiu.

  6. Ja mam 200tys na 40 lat. Wiem, że to długo ale mam dzięmi temu niską ratę ok 800zł a mam zamiar za kilka lat spłacić całość. Kredyty to cholerstwo, ale bez nich ciężko byłoby wybudować dom.

    1. Kredyt na 40 lat to ekstremalna sytuacja! Mam nadzieję, że uda Ci się go jak najszybciej spłacić i nie stracić przy tym. Zgadzam się, że bez kredytu ciężko wybudować lub kupić dom albo mieszkanie, dlatego też nigdy nikomu nie będę mówił, że głupie jest branie kredytu na mieszkanie. Ważne, żeby go wziąć na korzystnych warunkach (na tyle na ile kredyt może takowe mieć) i jak najszybciej się go pozbyć.

      No, może jest jedna sytuacja, gdy branie kredytu na mieszkanie jest głupie 🙂 Gdy możesz oszczędzić na to mieszkanie, ale nie chce Ci się czekać, bo coś Ci się należy z życia i musisz to mieć tu i teraz. Tyle, musiałem to napisać 🙂

      Powodzenia we wcześniejszej spłacie!

  7. przyglądałam się temu projektowi jakiś czas temu i wzbudził moje duuuuuuuuże podejrzenia. Przez chwilę żałowałam, że w to „nie weszłam”, ale widzę, że nie jestem jedyna w swoim sceptycyzmie – cieszę się. Dobrze, że ten tekst powstał, myślę, że odwiedziesz wiele młodych osób od pochopnego ładowania się w kredyty 🙂

  8. Najbardziej frustrujące w tym wszystkim są pułapki. Trzeba kurcze naprawdę być wyczulonym, żeby się nie dać zmanipulować 🙁 Dlatego dobrze, że są takie wpisy jak ten.

  9. I to tak jest, niby pomagają ale każdy ma w tym swój biznes. Szkoda się bawić się w kredyty, ale bez nich też ciężko postawić domek.

  10. Każdą inwestycję trzeba rozważyć „za i przeciw”. Wynajem też kosztuje, wynajem oznacza czasem konieczność częstej zmiany lokum, ceny nieruchomości mogą pójść w czasie okładania w górę, fajne lokalizacje mogą zostać zajęte itd. Kredyt zawsze można nadpłacać co jest fajnym rozwiązaniem dla ludzi, którzy zwyczajnie nie potrafią oszczędzać. Pracuję jako specjalista ds. kredytów hipotecznych prawie 10 lat. Z doświadczenia wiem że gro ludzi przeznaczyło by wolne środki na mniej lub bardziej niemądrą konsumpcję. Tak mają kredyt, płacą ratę i dodatkowo to co zostanie nadpłacają kapitał. Oczywiście w MdM nadpłata jest możliwa w trakcie pierwszych 5 lat tylko do wysokości uzyskanej dopłaty, ale później już wszystko jest dozwolone.
    Poruszę jeszcze jeden temat. Argumenty że po drodze zarobi na tym łańcuszek ludzi śmieszą mnie. Jak się idzie do sklepu po bułkę to na tej bułce zarabia też łańcuszek ludzi. Zarzuty jak w pierwszym komentarzu brzmią jakby komentujący urodził się wczoraj.

Dodaj komentarz