Na drodze do odłożenia pierwszego miliona

Na drodze do oszczędzenia pierwszego miliona

Żyję w społeczeństwie w którym każda dziedzina życia jest obiektem utyskiwań, a sytuacja finansowa mieści się w czołówce tematów najchętniej poruszanych na przypadkowych, przysklepowych spotkaniach, konkurując o złoty medal ze stanem zdrowia i nieznacznie wyprzedzając aktualną sytuacją polityczną. Społeczeństwo to jest pełne kreatywnych, zaradnych i sprytnych ludzi, którzy są w stanie bardzo wiele osiągąć. Możemy się pochwalić muzykami, aktorami, programistami, a nawet blogerami! Z jakiegoś powodu jednak w tej całej kreatywności i zaradności niewiele osób zdołało znaleźć sposób na osiągnięcie spokoju na polu finansowym. (czytaj dalej…)

Powtarzając za reklamą telewizyjną jednego z banków – przeciętny Chińczyk odkłada ponad połowę swoich zarobków. Ile odkłada przeciętny Polak? Artykuły w portalach internetowych przedstawią informacje, że odkładamy 10-20% miesięcznych zarobków. Wybałuszone oczy znajomych i rodziny, których zapytałem czy tyle odkładają szybko poddały tę statystykę w wątpliwość, a siłą z jaką ich palce stukały w czoło spychała konwersacje na inne tematy.

Okazuje się, że osoby, które regularnie oszczędzają kwoty wyższe niż 10% zarobków powinny znaleźć się na liście gatunków zagrożonych. Oczywistym jest, że sytuacja ekonomiczna przeciętnego obywatela nie jest komfortowa, a ilość codziennych i comiesięcznych wydatków skutecznie ogranicza chęć i możliwość (czyżby?) budowania jakiegokolwiek kapitału na kontach oszczędnościowych, lokatach i funduszach inwestycyjnych, jednak ciężko przecenić spokój ducha, który może dać nawet stosunkowo niewielka suma na koncie oszczędnościowym.

Pamiętam z dzieciństwa jak monstrualnym problemem była dla mojej mamy tak prozaiczna rzecz jak awaria lodówki. Przy kompletnym braku oszczędności i z gigantycznym zadłużeniem jedyną możliwością zaradzenia tej sytuacji było… powiększenie zadłużenia. Tutaj z pomocą pospieszyła jedna z firm oferująca pożyczki osobom, które w żadnym wypadku pożyczki otrzymać nie powinny. To pozwoliło nam kupić nową lodówkę, jednak tysiąc złotych, który został pożyczony powiększył kwotę zadłużenia o kolejne dwa tysiące.  W tym przypadku brak odłożonego tysiąca złotych kosztował naszą rodzinę dwa razy tyle pieniędzy oraz całą masę zmartwień i stresu.

Wielu z nas doświadczyło podobnej sytuacji – dlaczego w takim razie tak niewielu korzysta z nauki, którą nieświadomie i nieumyślnie zafundowali nam członkowie rodziny lub znajomi? Brak edukacji finansowej to bolączka społeczeństwa. O finansach nie wiemy nic, a jeśli nawet wiemy, to ta mądrość objawia się w słowach – nie w czynach.

Mocno utożsamiam się z powyższym zdaniem. W chwili gdy pisałem tę notkę miałem 24 lata, a ze względu na styl życia i dużą ilość kompletnie nieprzemyślanych decyzji, moja wartość netto była niższa niż morale Polaków po fazie grupowej Euro 2012. Byłem swieżo zatrudniony w jednej z krakowskich korporacji i będąc na fali zmian w życiu, wraz z moją partnerką (już żoną) rzuciliśmy sobie wyzwanie osiągnięcia niezależności finansowej w odpowiedzi na społeczną presję konsumpcji i zadłużania się na resztę życia. Podjąłem decyzję o założeniu bloga na którym będę opisywał swoją drogę i dzielił się sukcesami i porażkami.

Od tamtego momentu mijają właśnie trzy lata. Przez ten czas udało mi się przygotować budżet domowy, spłacić wszystkie  wielotysięczne kredyty, które zaciągnąłem będąc podekscytowany  dostępnością pieniądza, zebrać fundusz „awaryjny”, zacząć inwestować w swoją emeryturę i budować kapitał na zakup nieruchomości, ale co najważniejsze – udało mi się wyrobić w sobie dobre finansowo nawyki.

Fajnie, fajnie, ale no właśnie… Co z tym blogiem? Pomysł zmaterializował się w postaci kilku notek zakopanych na dysku twardym i zbierał kurz aż do teraz. Teraz właśnie uświadomiłem sobie, że od pierwszego miliona dzieli mnie kilkanaście lat konsekwentnego, comiesięcznego inwestowania pieniędzy. Kilkanaście lat to sporo, prawda? Jeśli ktoś byłby w stanie oszczędzać  pięć tysięcy złotych co miesiąc, przez 15 lat to miałby na koncie 900 tysięcy złotych, czyli 90% celu. Odległy horyzont czasowy, prawda? Za 15 lat będę miał… O matko! 42 lata! Co jeśli się nie uda? No właśnie, tu jest pogrzebane piękno całego planu. Jeśli coś pójdzie bardzo nie po mojej myśli i wykonam tylko połowę tego śmiałego planu, co wtedy? Będę smutnym posiadaczem połowy okrągłego miliona, co za fatalny scenariusz! Przyjaciele, właśnie dlatego teraz uruchamiam bloga. Po to, aby Was zabrać w tę podróż i móc z Wami świętować sukcesy i uczyć się z porażek. Może kogoś z Was zainspiruję do podjęcia wyzwania #pierwszymiliontrzebaodlozyc?

Mam na imię Mateusz i nie jestem profesorem ekonomii, ani nie mam bogatego doświadczenia w inwestowaniu. Wiedzę czerpię z internetu, doświadczeń innych oraz uprawiam naukę na „żywym organiźmie”. Rozpoczynając drogę nie mam żadnej pomocy finansowej, a moim kapitałem są: zdolność do adaptacji, gotowość do ciężkiej pracy i cierpliwość w odkładaniu pierwszego miliona. Dołącz do mnie i podziel się swoją historią i pomysłem na swój pierwszy milion!

4 Replies to “Na drodze do odłożenia pierwszego miliona”

  1. Hejka 🙂
    Już widzę że nadajemy na bardzo podobnych falach.
    Ja może nie myślę w kategoriach mieć pierwszy milion. Bardziej interesuje mnie niezależność finansowa niż stan konta. Aczkolwiek taka podusia finansowa – to byłoby coś 😉
    Też parę lat temu byliśmy w czarnej d…. Tez zachwyciłam sie możliwością kredytów i kart kredytowych oraz konsumpcją. Na szczęście przyszedł czas otrzeźwienia i chęć lepszego zarządzania pieniędzmi. Od słów do czynów- i na dzień dzisiejszy jest lepiej. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia. Teraz chciałabym mieć więcej aktywów generujących pieniądze bez siedzenia nad nimi 40 godzin tygodniowo tydzień w tydzień. Może nie pasywne – ale jednak mniej czasochłonne. Na przykład mieszkanie na wynajem. To mój cel na najbliższe lata 🙂 Przy założeniu że koszt mieszkania to jakieś 200 tyś – to mając 5 na wynajem – mam pierwszy milion 😉
    Ps. Szkoda że Twoje wpisy sporo czasu przeleżały na dysku.
    Dobrze jednak że już działasz – i Twoje artykuły ujrzały światło dzienne 🙂 Pozdrawiam 😀 I zacięcia do blogowania życzę 😀 Oraz realizacji wyznaczonego celu

    1. Zarobek z wynajmu też wchodzi w grę. Zobaczymy jak się wszystko potoczy, ale docelowo chcemy mieszkać w domu, który na ten moment nie jest nam potrzebny. Możliwe, że kupimy mieszkanie, a po kilku latach będziemy je wynajmować i kupimy dom na przedmieściach, gdy już nie będziemy musieli dojeżdżać do pracy codziennie.

  2. Oszczędzanie oszczędzaniem, ale moim zdaniem dobrze jest skupić się przede wszystkim na tym, jak więcej zarabiać! Co Ty o tym myślisz, Mateusz? Może uruchomiłbyś na tym blogu osobną kategorię poświęconą tej właśnie tematyce? Osobiście chętnie bym poczytał 🙂

    1. Hej Marcin! Ja staram się skupiać tak samo na oszczędzaniu jak i na zarabianiu 🙂 To samo polecam każdemu. Chętnie o tym napiszę, ale jak widzisz – mniej ostatnio tutaj się dzieje, bo wciąż adaptuję się do roli ojca i rola blogera spadła na dalszy plan chwilowo. Ale obiecuję, że to się zmieni jak tylko sytuacja się ustabilizuje 🙂

Dodaj komentarz