Jak trenować za darmo?

Który z Was nie chciałby wyglądać jak Jason Statham, tylko z włosami? A która z Was chętnie zamieniła się ciałami z Emily Sears? Nikt? I dobrze, każdy niech będzie tym kim jest, bo w tym jest przecież najlepszy, ale o formę jakoś trzeba dbać, czyż nie? Siłowni, boxów, zajęć fitness nie brakuje. Biegać i pływać też mamy gdzie, tylko ile to wszystko kosztuje? Czy warto kupować karnety? Czy da się trenować bezkosztowo? (czytaj dalej…)

Jako młody chłopak zawsze byłem chudy. Wysoki i chudy jak Dawid Podsiadło, tylko trochę mniej popularny i śpiewam też troszkę gorzej. Mając kilkanaście lat ćwiczyłem w domu, chodziłem na zajęcia akrobatyczne i kilka lat regularnie trenowałem Capoeira. Tak, to Ci goście w dziwnych spodniach skaczący przy muzyce i śpiewach w dziwnym języku. Dało mi to niesamowitą sprawność. Do tej pory uważam, że nigdy nie byłem bardziej sprawny fizycznie niż wtedy. Minus jednak był nie do przeoczenia – kosztowało sporo. Na tamten moment 80 złotych miesięcznie to był dla mnie kawał gotówki. Twardo znosiłem ten koszt, głównie sponsorowany przez mamę i uzupełniany tym, co udało mi się okazjonalnie zarobić. Przez ostatnie kilka miesięcy chodziłem już tylko raz w tygodniu, więc koszt był nieco mniejszy i była to znacząca ulga dla rodzinnego budżetu. W końcu przestałem chodzić na treningi. Trochę przez koszty, trochę przez fakt, że brakło mi wytrwałości.

Nie wytrzymałem długo bez znalezienia sobie nowego zajęcia. Fajnie się złożyło, bo moja siostra zyskała możliwość załatwienia mi karty MultiSport. Nie było to wtedy wcale tak popularne jak teraz. Musiałem za kartę płacić kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Chyba jakieś pięćdziesiąt. Tak zaczęła się moja przygoda z siłownią. Chodziłem regularnie, czasami nawet 4-5 razy w tygodniu. Nie było limitu na ilość wizyt, więc korzystałem ile wlezie. Wyżyłowałem się dość mocno, ale masy było jak na lekarstwo. Jak każdy młodzian na siłowni, postanowiłem kupić suplementy wierząc w reklamy mówiące mi, że z ich pomocą i odrobiną treningu będę wyglądał jak goście z etykiet. Nie muszę Cię przekonywać – dobrze wiesz, że tak nie było. Trenowałem ostro, ale efekty nie przychodziły. Poza suplementami potrzebna była dieta, ale jedzenie w stylu dzika z siłowni było poza finansowym zasięgiem. Stopniowo traciłem motywację. Przestałem chodzić, anulowałem kartę i zakupiłem sobie sprzęt do treningu w domu z nadzieją, że skoro nie będę musiał kupować karnetu, to… oszczędzę na tym kasę.

Hantle są stosunkowo tanie i nie zajmują dużo miejsca. Są zarazem dobrym sprzętem do ćwiczenia w domu. Te mają jakieś 8 lat.

Ławka, gryf, obciążenia i inne rzeczy, które były mi potrzebne znalazłem na allegro. Miałem wtedy jakieś 20 lat i wydałem na to wszystko pewnie z 1500 złotych. Sporo forsy, ale przecież warto, prawda? Okazało się, że nie warto, bo mając sprzęt w domu zawsze znajdowało się coś ciekawszego do robienia niż trening. Komputer, TV, konsola, gapienie się w ścianę. Sprzedałem po cenie dumpingowej i znowu siedziałem na tyłku. Cała droga została przebyta na marne. Na tym etapie nie miałem ani kasy, ani sprzętu do ćwiczeń, ani sprawności.

Znalazłem nową pracę i znów miałem kartę MultiSport. Wróciłem na siłownie, ale tym razem już tak na serio. Dieta, suplementy, regularny trening. W rok przytyłem kilkanaście kilogramów – głównie mięśni, ale nie będę kłamał, że bebzol nie urósł ani o centymetr. Jadłem dwa obiady dziennie, porządne śniadania i kolacje. Do tego zdrowe przekąski. Miałem wrażenie, że moje życie zamyka się w pięcio-etapowym cyklu: praca, trening, gotowanie, jedzenie, zmywanie. W pewnym momencie skorzystałem z usług dietetyka on-line. Wypełniłem formularz, okresliłem typ budowy, wymiary, wagę i cel treningowy. Po kilku dniach otrzymałem jadłospis na tydzień, więc pełen ekscytacji udałem się do marketu na zakupy. Rachunek: ponad 500 złotych. Dziękuję, do widzenia! Pięć stówek za jedzenie na tydzień! Pewnie dałoby się troszkę zmniejszyć ten rachunek sprytniejszymi zakupami, ale trzymałem się listy sporządzonej przez dietetyka. W ciągu tamtego roku wszystko, co zarobiłem, wydałem na trenowanie, jedzenie i mieszkanie. Zajawka była nie z tej ziemi, to muszę przyznać, ale co mi z tego teraz zostało? Pod koniec roku byłem większy i silniejszy, ale sprawności nie miałem zbyt wiele, ponieważ skupiałem się na typowym robieniu masy. Stałem się ubitym klockiem. Rzuciłem siłownię i poza okazjonalnymi wizytami już na nią na stałe nie wróciłem.

Wszystkoodporne buty sportowe, które służą już parę lat.

Następną zajawką było bieganie. Zaczęło się od trenowania na starym lotnisku. Brałem psa i tak się przemieszczaliśmy średnim tempem z jednego końca pasa startowego na drugi i spowrotem. Biegałem codziennie po kilka kilometrów. Czasami dobijałem nawet do treningów dwudziestokilometrowych. Dla wyjadacza to nic specjalnego, ale dla mnie to był powód do radości. Biegałem w butach za 50 złotych z Decathlona i biegało mi się w miarę nieźle. Było fajnie do czasu, kiedy zauważyłem, że inni biegacze mają o wiele lepszy sprzęt. Zaczynając od butów, przez jakieś dziwne, wysokie skarpety, aż po kurtki i czapki. Niektórzy mieli wypasione zegarki z GPS, które do nich gadają, podczas gdy ja biegałem z Samsungiem w ręku jak amator.

Pobiegłem do domu, wziąłem prysznic i udałem się do wymienionego już sklepu. Kupiłem kurtkę, opaskę na uszy, dwie koszulki do biegania, czapkę na deszcz i skarpety typu stopki. Cieszę się, że nie starczyło mi pieniędzy na nic więcej. Zaskakująco dużo rzeczy mam do dzisiaj, ale czy z nich korzystam? Parę razy skorzystałem z kurtki. Parę razy, czyli mniej niż 10, a kurtkę mam od 2013. Z koszulek korzystałem wielokrotnie, skarpety dalej dają radę, a opaska na uszy zmieniła treningi przy wietrznej pogodzie w przyjemność. Pytanie tylko ile takich dni treningowych się trafia. Czapka na deszcz się nie przydała  – skorzystałem chyba raz. Produkty bardzo dobre, ale poza nielicznymi wyjątkami – nie były mi potrzebne. Uległem wytworzonej przez otoczenie pokusie zakupów. Teraz jak idę biegać, to zakładam te same stare buty, jakąś koszulkę sportową i krótkie spodenki i to mi wystarcza.

Kupuj jak potrzebujesz, a nie dlatego, że inni mają.

Jaki z tego morał? A prosty. Kupuj jak potrzebujesz, a nie dlatego, że inni mają. Akurat bieganie to sport, który wykonywany amatorsko wymaga butów i tyle. Na butach jakoś bardzo nie oszczędzaj, żebyś sobie krzywdy nie zrobił. Mnie te za pięć dych akurat przypasowały, ale nie każdy tak będzie miał, a kolana masz tylko dwa.

Przechodząc do sedna sprawy, czyli kosztów trenowania muszę Ci powiedzieć, że poruszę tutaj temat trenowania rekreacyjnego. Jeśli jesteś oddany pasji, to będziesz pewnie potrzebował czegoś więcej, ale jeśli chodzi Ci o utrzymanie formy wystarczającej do pobiegania z dzieciakami po boisku, wyjścia na 10 piętro przy zepsutej windzie, albo zaniesienia cięższych zakupów, to powinno Ci wystarczyć to, co proponuję. Przy odpowienim zaangażowaniu wyrobisz sobie wygląd, który może nie sprawi, że kobiety będą mdleć na Twój widok, ale podczas plażingu w Międzyzdrojach nie będziesz musiał brzuchala chować za parawanem.

Do konkluzji, którą zaraz Ci zaprezentuję doprowadziła mnie ta wieloletnia, usiana failami droga młodego sportowca. Od sztuk walki (tak, wbrew pozorom Capoeira jest zaliczana do sztuk walki), przez wielokrotne podejścia do siłowni i zajawkę na bieganie, aż do miejsca w którym jestem, czyli osoby trenującej rekreacyjnie i w miarę możliwości bezkosztowo. Ok, do rzeczy.

Na przestrzeni ostatnich lat w Krakowie pojawiło się kilka fajnych miejsc zwanych Street Workout Park’ami. Nie wiem jak to wygląda w innych miastach, ale kalistenika staje się coraz bardziej popularna i takowe parki również. Przez kawał czasu tam właśnie – całkowicie za darmo – dbałem o formę. Wychodziłem z domu, biegłem na miejsce, trenowałem przez 30 minut i wracałem truchtem. Powrót był mocno wymagający, bo miałem już nogi jak z waty, ale jakoś dawałem radę. Całość trwała niewiele ponad godzinę, a siła i sprawność rosły bardzo szybko. Mówię Ci – nie ma to jak trening na świeżym powietrzu. Zupełnie inne doświadczenie. Dodatkowo muszę pochwalić społeczność, która spotyka się w takich miejscach. Czasem patrząc z boku można odnieść wrażenie, że to hermetyczne środowisko, ale to tylko wrażenie. Zawsze gdy spotykałem na miejscu innego trenującego lub nawet całą grupę trenujących, atmosfera była przyjazna i aż chciało się ćwiczyć. Problemem byli rodzice, którzy przyprowadzali na miejsce swoje dzieci i pozwalali im się bawić na przyrządach traktując ten park jak plac zabaw, których przecież wokół co nie miara. To mnie trochę wkurzało.

Teraz mieszkam nieco dalej i przyznam szczerze, że zwyczajnie nie chce mi się biegać do tego parku, a tym bardziej z niego wracać na tych nogach z waty. Jazda samochodem na miejsce i spowrotem nieco kłóci mi się z filozofią ograniczania wożenia się wszędzie autem. Z tego tytułu postanowiłem, że postaram się zorganizować sobie treningi w domu. Zaopatrzyłem się w urządzenie zwane wioślarzem. Kupiłem sprzęt Kettlera, przywiozłem jakieś stare hantle i teraz w domu mam możliwość trenowania Crossfit stajl. Cały trening zajmuje mi 30-40 minut, a nie muszę nigdzie jeździć.

Wioślarz Kettler za 1799 złotych. Solidny sprzęt, ale znajdziesz lepszy w podobnej cenie.

Wioślarz nie zajmuje dużo miejsca, bo można go przechowywać w pozycji pionowej, a hantle to już naprawdę drobnostka. Kettler nie należał do tanich sprzętów, bo kosztował 1799 złotych, ale zgodnie z tym o czym niedawno pisałem – kupiłem go na raty 0%. Zapłacę 10 razy 179 złotych i nie będę płacił za niego już więcej. Samego modelu nie polecam, bo nie ma podstawowej funkcji, jaką jest mierzenie odległości. Będąc dokładnym – funkcję ma, ale mierzy odległość, którą Twój tyłek prześlizga się na siedzeniu, a nie bierze pod uwagę siły pociągnięć. Hantle miałem jeszcze z czasów nastoletnich. Łącznie chyba 24 kg, ale przy intensywnym treningu wystarczają w zupełności. Odpalam aplikację do treningów interwałowych i działam. Jeśli nie mam ochoty na podnoszenie żelastwa, to stosuję sobie trening 5-4-3-2-1-2-3-4-5. Jak to działa? 5 minut wiosłowania na obciążeniu „1”, następnie 4 na obciążeniu „2” i tak aż do minuty na „5”. Następnie powrót na tej samej zasadzie. Razem 30 minut i wierz mi, że masz dość, a o to chyba właśnie chodzi.

Jeśli jest odpowiednia pogoda, to buty sportowe na stopy i bieganko! Z pomocą przychodzi Endomondo i GPS w telefonie. Tutaj też koszt żaden. Smartfona na pewno masz, nie kłam. Buty kup tanie i zobacz czy wytrzymasz 2 miesiące biegania. Jeśli wytrzymasz i czujesz, że potrzebujesz lepszych butów, to kup coś lepszego. Tylko nie wpadaj w szał zakupów tak, jak zrobiłem to ja.

Masz jakieś inne sposoby na dbanie o zdrowie i sprawnośc fizyczną bez wydawania majątku? Podziel się w komentarzu, może masz jeszcze lepszy pomysł i warto się nim podzielić? Zrób mi też proszę przysługę i kliknij przycisk „Share” pod tym artykułem. Lajkujesz dziesiątki postów dziennie, czemu by nie udostępnić mojego? Z góry dzięki!

9 Replies to “Jak trenować za darmo?”

  1. Zawsze jak się chce to się znajdzie sposób, a jak nie to wymówkę.. 😉

  2. Kiedy zaczynałem ćwiczyć, żeby „zwalić” trochę brzucha, właśnie taki był plan – nie wydawać majątku. Oczywiście bieganie jest najtańsze i najprostsze (chociaż jak się chce, to i tu można wydać majątek ;)), ale przede wszystkim zaczynałem od kalenistyki o domowego crossfitu, czyli ćwiczeń z użyciem tylko ciężaru własnego ciała. Później dodałem hantle… i to tyle 🙂 Tyle wystarczy żeby przez długi czas poprawiać swoją kondycje i wydolność. Ilość możliwości jest praktycznie nieograniczona, a kiedy już Ci mało, kreatywność podpowie jak wykorzystać różne domowe sprzęty ;))

  3. Ja od siebie polecam rower – nie musi być to jakaś wypasiona szosa. Za kilka stów można kupić używanego górala, na którym też można pośmigać.

  4. Fajnie, ze znalazłeś sposób na siebie. Też swego czasu uczęszczałam na siłownie, ale karnet miesięczny wynosił aż 160zł. Bardziej opłacało się brać roczny, ale nawet nie wiedziałam jak to będzie z tym uczęszczaniem. I dobrze, że tego nie zrobiłam, ponieważ wydarzyła się przykra sytuacja, przez co nie miałam już w cale ochoty tam chodzić. Uważam, że bieganie czy rower to zdecydowanie przyjemniejsze sporty, a też pomagają budować sylwetkę. Z dietetykami też problem, żeby było dobrze, ale jednocześnie nie wydać majątku. Jeszcze gorzej, że tacy nieraz okazują się dietą „kopiuj-wklej”. Dlatego najważniejsze, aby trafić do profesjonalnego. Dlatego aktualnie korzystając z pogody korzystam z roweru – mając sprawny rower to w końcu koszty zerowe, a fajnie i przy okazji pozwiedzać. Pozdrawiam! 🙂

  5. Ponieważ mam mało czasu (trojka dzieci) i kawałek do klubu (mieszkam poza miastem) to ćwiczę z płytami DVD lub z YouTube, co prawda ciężko z motywacją, ale daję radę 🙂

    1. No i to jest właśnie kreatywne podejście. Da się i nie trzeba wydawać majątku 🙂 Motywacji życzę!

  6. Dobrze napisane!

  7. Sam chodzę na siłownię. Czasem kiedy jednak nie ma czasu robię sobie trening interwałowy w domu. 25 sekund bieg kolana wysoko do góry a ręce w górze, 15 pompek, 25s jumping Jack, 15 krzyżowych rozciągnięć na taśmie, 15 przysiadów, 20 sekund przerwy i od nowa. Gwarantuję że po 7-9 okrążeniach będzie mnie przeklinać 🙂

  8. Dobry przegląd dostępnych metod 🙂 Wiem co mówię, trenowałem na domowej siłowni niemal trzy lata. Przygoda skończyła się wraz ze spieniężeniem sprzętu w celu kupna samochodu. Został mi po tym wielki sentyment i ból kolana. Kiedyś pewnie wrócę do regularnych treningów, ale raczej omijam publiczne siłownie. A kalistenika jest świetna, ale trochę ograniczona dla takich domatorów jak ja. Życzę wytrwałości!

Dodaj komentarz