Moja kredytowa hipokryzja

Paymaster

Dobrze wiesz, że z zasady krytykuję branie kredytów. Niezależnie jak bardzo potrzebujesz gotówki, nowego TV, czy samochodu. Może nawet masz pomysł, aby kredytować wakacje? Wygląda na to, że chcesz się ustawić w kolejce do otrzymania solidnej, otrzeźwiającej blachy w potylicę. I to tak wiesz – Ferdek Kiepski stajl. Jako taki zagorzały krytyk kredytów powinienem być bez skazy, czyż nie? Widzisz… Jakby to… (czytaj dalej…)

Mam trzy kredyty!

Tak, całe trzy. Miesięcznie płacę około 350 złotych (50+120+180). Kwota kredytów to niecałe pięć tysięcy. Jak to? Aspirujący milioner zadłużony na pięć koła?! Ano tak. Ale wstrzymaj się zanim zaserwujesz mi tę blachę w łeb. Już spieszę z tłumaczeniem.

Zawsze, gdy szykuje się jakiś większy wydatek, a przez większy wydatek rozumiem kwoty >1000 zł, rozważam zakup na raty. Na takie zwyczajne, jakie elektrosklepy próbują wciskać klientom w swoich gazetkach. Kup blender! Tylko 3 złote miesięcznie! Mikrofalówka? Proszę bardzo – 14 złotych co miesiąc! Przez 5 lat, ale co tam – to głupie 14 złotych, nie stać Cię? Takich rat nie bierz, nie ma sensu. Tak odległy horyzont czasowy i tak niskie raty sprzyjają nakupowaniu dziadostwa, które będzie się w domu kurzyć, a przecież nie o to w tym chodzi.

Jakie raty w takim razie mają sens? A takie, które pozwolą Ci kupić to, czego potrzebujesz (podkreślam – potrzebujesz) bez konieczności drenowania konta oszczędnościowego, albo – o zgrozo – spieniężania funduszy inwestycyjnych. Wydajesz pieniądze banku, a nie swoje. W ten sposób możesz zjeść ciastko i mieć ciastko.

Jak kredyt ma się do oszczędzania?

Cały sens kupowania na raty polega na tym, aby korzystać z rat o zerowym oprocentowaniu. Tak, istnieją takie. Mój znajomy kupował jakiś czas temu sprzęt na raty. Chyba jakąś zmywarkę, albo lodówkę – nie pamiętam. Chwalił się, że płaci mniej niż 100 złotych miesięcznie i mówił, że to dobry interes. Naturalnie wyszedłem z założenia, że pewnie mówi o nieoprocentowanych ratach. Okazało się, że nie. Chociaż sklep (i bank) oferował raty 0%, to on zdecydował się na wzięcie rat z oprocentowaniem. Powiedział, że obawiał się, że nie dostanie kredytu, więc wolał nie ryzykować. Szczególnie, że strona banku między wierszami sugerowała, że bez dodatkowych ubezpieczeń i innych pierdół może się nie zgodzić na skredytowanie zakupów. Rozumiesz? Nie chcial ry-zy-ko-wać, że nie dostanie kredytu. Wystarczyła mała sugestia i gość zamiast wziąć AGD bez oprocentowania zdecydował się nie kusić losu i kupić na procent. Ok, nie zbankrutował na tym, bo w końcowym rachunku podobno ma oddać jakieś 200-300 złotych więcej niż pożyczył, ale jaki to miało sens, jeśli mógł oddać dokładnie tyle, ile pożyczył? Dobrowolnie zdecydował się zapłacić bankowi ekstra kasę.

Tak się składało, że akurat byliśmy na kupnie oczyszczacza powietrza. Po co nam to? Wiesz, mieszkamy w Krakowie – to dla nas tak samo obowiązkowy sprzęt jak scyzoryk w Kielcach. Wybór padł na sprzęt za trochę ponad tysiąc. Ładny, biały, łatwo dostępne filtry – pełen pakiet. Już byłem gotów na wypłacenie tej kwoty z konta i przejechanie się do elektromarketu, kiedy pomyślałem, że może warto skorzystać właśnie z takich nieoprocentowanych rat, które sklep tak mocno promuje. A co tam. Nic do stracenia! Zobaczmy, ile w tym sensu.

Odpaliłem stronę sklepu, wrzuciłem sprzęcior do koszyka i heja banana. Raty 10×0%. Kilka minut wypełniania wniosku. Odznaczanie tick-boxów, które nakazują mi kredyt ubezpieczyć, wziąć kartę kredytową i zgodzić się na kontakt w sprawach marketingowych. 15 minut później dostałem SMSa informującego mnie, że zakup się powiódł, a bank wydał pozytywną decyzję kredytową. Na kolejny dzień mailowo otrzymałem harmonogram spłat, który potwierdzał, że nie dałem zrobić się w konia i faktycznie spłacę dokładnie tyle, ile kosztował oczyszczacz. Wystarczyło trochę asertywności przy wypełnianiu wniosku, a o nią nie jest ciężko w internecie. Nie masz przecież przed sobą sklepowego doradcy kredytowego, który pracuje na prowizji. Brak parcia na zakupy też pomaga w trzeźwym myśleniu. Jeśli nie udałoby mi się wziąć rat, to po prostu użyłbym gotówki. Jeśli się na coś nakręcisz, to ciężko się opanować i wyłączasz myślenie.

Kasa, którą wydałbym na zakupy siedzi sobie na koncie oszczędnościowym i wypracowuje odsetki. W międzyczasie ja przetrwałem zimę bez smogu w domu, a teraz spłacam sobie niewielkie raty. Ile na tym manewrze oszczędziłem? Właściwe pytanie brzmi: ile na tym zarobiłem? Zobacz:

Cena oczyszczacza: 1200 złotych

Miesięczna rata: 120 złotych (10 rat)

Oprocentowanie na rachunku oszczędnościowym: 2,25%

Odsteki: 22,50 zł

Przy pozostawieniu 1200 zł na rachunku przez 10 miesięcy zarobię na odsetkach 22,50 zł. Po odjęciu podatku Belki będzie to jakieś 18,22 zł. Niewiele? Ok, zgoda – miliona z tego nie będzie, ale teraz zobacz co się dzieje, gdy kupujesz ten sprzęt na raty z ubezpieczeniem, procentem, czy jakkolwiek nazwiesz zarobek banku.

Cena produktu: 1200 zł

RRSO: 10% (mniej-więcej tyle proponował bank po uwzględnieniu ubezpieczenia)

Kwota do oddania: 1320 zł.

Viktor Stadler V-001
Oczyszczacz spędza lato wciśnięty między ścianę, a dizajnerski, paletowy stolik pod TV.

Strata wynosi 120 zł. Jesli doliczysz do niej nieuzyskany dochód z odstetek, to wyniesie 138,22 zł. Wygląda już na trochę większą kasę, prawda? Jeśli weźmiesz oprocentowane raty na większą kwotę, to Twoja strata jest jeszcze większa. Tak, sceptyku – to nie są kwoty, które zmieniają życie i miliona się na nich nie dorobisz, ale chodzi o zasady. Po co masz wydawać na coś pieniądze, jeśli bez niczyjej szkody możesz tego nie zrobić? Jako aspirujący milioner musisz się nauczyć, że nie stać Cię na bycie frajerem, bo jak inaczej nazwać dobrowolne oddawanie pieniędzy. Możesz – dosłownie – mieć ciastko i zjeść ciastko! Niedość, że nie zapłaciłeś procentu, to jeszcze zarobiłeś parę złotych. Ważne jest tylko, żebyś nie wpadł w szał zakupów i nie brał rat tylko dlatego, że są na 0%. Kupuj to, co jest Ci potrzebne, a nie to, na co masz zachciankę.

 

Do powyższych wyliczeń dodam tylko, że większość moich oszczędności inwestuję w fundusze, więc stopy zwrotu są nieco wyższe niż 2,25%. Jeśli też tak robisz, to zmień w wyliczeniach 2,25% na 7% i zobacz jaka różnica się zrobi. Licząc na szybko – zarobek rzędu 60 zł. To tak, jakbym kupił sprzęt o sześć dych taniej.

Roomba 650
Moja Roomba 650. Sprząta sama. Nie musisz się prosić.

Wśród moich sprzętów na raty 0% jest wspomniany już oczyszczacz. Zdrowie to potrzeba, a nie zachcianka. W tej samej kategorii znajduje się wioślarz magnetyczny. Dobra, nie ćwiczę na nim tyle, ile bym chciał, ale cośtam pomaga się poruszać (czyżby temat na nowy challenge?). Trzecim zakupem jest odkurzacz automatyczny Roomba 650. Dobra, to jest trochę zachcianka, bo mam w sobie gen gadżeciarza, ale z drugiej strony – używamy jej codziennie. Nie jest to dron z marketu, który po kilku godzinach zabawy zbiera kurz na szafie. Roomba też zbiera kurz, ale akurat w tym przypadku właśnie o to chodzi. No i oszczędza nam sporo czasu i wysiłku.

Podsumowując – jeśli masz zamiar kupić coś większego, to:

  1. Zastanów się, czy to potrzeba, czy zachcianka
  2. Odczekaj parę tygodni/miesięcy i sprawdź, czy potrzeba jest nadal aktualna
  3. Jeśli możesz, to kup na raty 0%
  4. Zaoszczędzoną kwotę inwestuj

Nie kupuj na raty czegoś na co Cię nie stać. Uważam, że raty nie powinny służyć do kupienia np komputera do grania za 5000 zł jeśli takiej samej, lub zbliżonej kwoty nie masz odłożonej. Jeśli nie umiesz odłożyć paru tysięcy, to znaczy, że jeszcze Cię nie stać na kupno sprzętu za parę tysięcy. Możesz skorzystać z porad dotyczących oszczędzania, wygospodarować te 500 zł miesięcznie i w niecały rok mieć potrzebną kwotę. Wtedy, jeśli możesz to ją zainwestuj, a sprzęt kupisz na raty. Różnicy nie odczujesz, bo już się przyzwyczaiłeś do odkładania 500 zł miesięcznie, a odstetki z 5 tysi są dość przyjemne. Ta-dam!

A Ty? Masz jakieś raty? Bierzesz je z głową, czy uważasz, że oprocentowanie nie ma znaczenia i nie ma sensu się nim przejmować?

Jeśli uważasz, że to o czym napisałem ma sens, to kliknij magiczny, fejsbukowy przycisk udostępnienia poniżej. Jeśli używasz Twittera to też znajdziesz poniżej odpowiedni przycisk. Z góry dzięki!

6 Replies to “Moja kredytowa hipokryzja”

  1. Pierwszy raz jestem na tym blogu, ale będę do niego wracać. Mądry artykuł!

  2. Ja tylko czekam aż splace kartę kredytową i zacznę odkładać te pieniądze. .. nigdy więcej takich rzeczy 😂

    1. Instynkt samozachowawczy to dobra sprawa. Karta kredytowa czasem ma dobre zastosowanie, ale póki co – sam nie korzystam. Trzymam kciuki za bezproblemowe spłacenie!

  3. […] drobnostka. Kettler nie należał do tanich sprzętów, bo kosztował 1799 złotych, ale zgodnie z tym o czym niedawno pisałem – kupiłem go na raty 0%. Zapłacę 10 razy 179 złotych i nie będę płacił za niego już […]

  4. Oprocentowanie kredytu było zerowe. Co najwyżej kolega dostał kredyt z ubezpieczeniem. To dwa równoległe produkty. W sklepach RTV-AGD pracownicy kredytowi często ściemniają. Zgodnie z prawem bank nie może uzależniać udzielenia kredytu od wzięcia produktów dodatkowych. Ubezpieczenie jest tak naprawdę przychodem partnera banku czyli w tym wypadku sklepu elektronicznego.

  5. „…jak scyzoryk w Kielcach” haha:) Ja mam mieszane uczucia co do rat 0%. Raczej skłaniam się ku temu, że to zbędne kolejne stałe zobowiązanie, które ogranicza możliwości finansowe i płynność. Wolę ciułać te 10 miesięcy. Ale to bardzo dobra rada, żeby mieć oszczędności zanim się weźmie coś na raty. W razie czego nie ma problemu, żeby sobie poradzić.

Dodaj komentarz