Transportowy challenge: Podsumowanie

Lipiec dobiegł końca i wraz z końcem miesiąca jestem Ci winien rozliczenie transportowego challenge’u. Czy było łatwo, czy trudno? Czy udało mi się spełnić założenie i korzystałem z samochodu w minimalnym wymiarze, czy wymiękłem i mimo deklaracji woziłem się wszędzie? Dla przypomnienia: cała sprawa polegała na tym, żeby oszczędzić te niecałe 200 złotych, które zazwyczaj wypalam jeżdżąc autem do pracy i spowrotem. W zamian za to, kupiłem kartę miejską na dwie linie, a samochodu zobowiązałem się użyć nie więcej niż 5 razy. Jak poszło? (czytaj dalej…)

Muszę powiedzieć, że czułem się trochę jak dziecko, które dopiero poznało komunikację miejską. Całe życie jeździłem autobusami i tramwajami, ale przez ostatni rok mocno się w kwestii transportu rozleniwiłem i woziłem tyłek wyłącznie autem. Autem, albo wcale – taka była zasada. Odwracając to podejście do góry nogami miałem okazję przetestować, czy dojazd komunikacją miejską do pracy faktycznie zajmuje więcej czasu i czy – zgodnie z powszechną opinią – jest mniej wygodny.

Kwestia czasu przedstawia się nastepująco. Autem pokonywałem trasę do pracy średnio w 30 minut. Jeśli mieszkasz w większym mieście, to pewnie sam wiesz, że pewnie połowa tego czasu została spędzona na światłach. Jeżdżąc autobusem i przesiadając się na tramwaj, czas dojazdu… nie zmienił się znacząco. Jeśli dobrze zaplanuję dojazd, czyli sprawdzę rozkład jazdy i wyjdę na czas na przystanek, to schodzę nawet poniżej tych 30 minut. Argument czasu dojazdu, który często jest używany przy tłumaczeniu dojazdów samochodem w moim przypadku został bardzo łatwo obalony.

Wygoda? Ok, tutaj bywa bardzo różnie. Czasem siedzę całą drogę i mogę się zrelaksować w drodze do pracy, czasem stoję, a czasem jadę sciśnięty jak sardynka w puszce. Nie ma reguły. Jeśli chodzi o wygodę rozumianą jako unikanie zmęczenia fizycznego, to samochód ma miażdżącą przewagę nad komunikacją miejską. Jest jednak jeszcze jeden aspekt wygody. Z tramwaju wysiadam i idę do biura. Samochód muszę jeszcze gdzieś zaparkować, więc siedząc sobie wygodnie muszę kręcić się po okolicy, a następnie iść piechotą do biura, a po pracy pokonać tą samą drogę spowrotem. Najczęściej jest ona conajmniej dwukrotnie dłuższa niż droga z przystanku do pracy.

Koszty? Koszty omawiałem w opisie challenge’u. W kieszeni zostaje jakieś 150 złotych. Ponadto oszczędzam na ewentualnych naprawach wynikających ze zużycia pojazdu. Jeżdżę mniej, więc podzespoły się zużywają wolniej. Jeśli jeździsz więcej, a pewnie tak właśnie jest, to zobaczysz jeszcze większą oszczędność. Ironiczne jest, że w czasie tego challenge’u zepsuła się prawa wycieraczka w Oplu i będe się musiał temu przyjrzeć.

Ok, pora napisać czy udało mi się zrealizować założenie pięciu „dni samochodowych”. Z założenia, auta używałem raz w tygodniu – w sobotę. Wtedy właśnie pakujemy psiaka do auta i jedziemy odwiedzić rodzinę na cotygodniowym obiedzie. Jeśli coś było do załatwienia i wymagało to użycia Astry, to robiliśmy to właśnie przy tej okazji. Początkowo poszło bardzo dobrze i w połowie miesiąca plan był wykonywany idealnie. Koniec miesiąca jednak zamykam z ilością „dni samochodowych” rowną… 6.

Przekroczyłem założenie o jeden dzień. Technicznie jest to fail, bo planu nie wykonałem, ale jestem bardzo zadowolony i wiesz co? Będę kontynuował takie podejście. Przez ten miesiąc oszczędziłem te 150 złotych, ograniczyłem zużycie Opla (tylko ta nieszczęsna wycieraczka…) i miałem sporo czasu na posłuchanie audiobooków, dzięki którym sporo się nauczyłem nie musząc poświęcać na to dodatkowego czasu. Trójwymiarowa korzyść. W sumie to nawet czterowymiarowa, bo jest jeszcze wymiar ekologiczny. Może nie zmieniły się wskaźniki zanieczyszczenia powietrza w Krakowie z tego powodu, ale sama świadomość, że ropniak zakopcił powietrze tylko przez 6 dni w miesiącu zamiast dotychczasowych 25 dni jest przyjemna.

A Ty jak? Jesteś gotów zostawić swój spalinowy wózek inwalidzki na parkingu i powozić się komunikacją miejską? Zaopatrz się w abonament na Storytel i wykorzystaj czas dojazdów na przesłuchanie książek, które pomogą Ci rozwinąć się w pracy i w życiu.

3 Replies to “Transportowy challenge: Podsumowanie”

  1. Niestety gorzej mają osoby, które mieszkają na wsi i komunikacja jeździ tam naprawdę rzadko. To tylko taki mały minus. Ale w większym mieście – wiadomo, szybciej tramwajem, a jak jeszcze nie trzeba się przesiadać, to jest w ogóle super 🙂

  2. Fajne podsumowanie. Ja akurat mieszkałem na wsi i już nie mieszkam, bo faktycznie transport tam był mocno ograniczony i bez własnego samochodu naprawdę było ciężko

    1. Całe życie mieszkam w mieście, więc ciężko mi się odnieść. Z pewnością komunikacja zbiorowa jest gorzej rozwinięta, ale z drugiej strony wiem, że sporo osób na wsiach jeździ rowerami.

Dodaj komentarz