Zakupy spożywcze – w sklepie czy w sieci?

„Dobra, to idę do sklepu, pa!”. Zamykam drzwi do mieszkania i szybko zbiegam po schod… Szlag! Ok. Powoli, z pomocą poręczy schodzę po schodach. Mijam panią zmywającą schody i zastanawiam się ile osób musi sobie obić pośladki, aby w końcu zaczęła używać żółtego znaku „Uwaga, mokra podłoga!”. Pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Może jej powiem? Nie, dobra – innym razem. Po coś do chleba miałem iść.

Wychodzę z klatki na ten kocioł. Nie wiem – chyba z 34 stopnie. Pod klatką przeciskam się między autami sąsiadów z bloku naprzeciwko  zaparkowanymi pod znakiem „Parking tylko dla mieszkańców” i śmigam do osiedlowego spożywczaka, który designem utknął w 1985 – przy dobrych wiatrach. Kieruję się na wędliny, ale hola, hola! Oko me zwabia jakiś wymyślny Cornelius na przecenie z ósemki na 2,05 zł. Krótki termin ma, ale kto mu każe czekać? Będzie w sam raz na dzisiaj! Biorę. (czytaj dalej…)

Ustawiam się w kolejce do wędlin i z nudów przegrzebuję wzrokiem zamrażarkę z lodami. Są jakieś nowe o smaku masła orzechowego. Myślę, żeby nie brać, bo nie po to przyszedłem, ale w tej kolejce już z pięt mi korzenie zaczęły wyrastać, więc ruszam się o trzy kroki, żeby te lody do koszyka zagarnąć zanim jakaś bardziej zaprawiona kolejkowiczka zagarnie moje miejsce. Kupuję w końcu tę wędlinę i idę do kasy. Po drodze tak myślę… Jeśli mam jedno piwo, mam lody, to może wezmę drugie piwo, dokupię czipsy i jakiś film obejrzymy? No tak, ale żona w ciąży, to piwa jej nie kupię. Sok będzie OK. Dwa piwa, czipsy, lody i sok!

Podchodzę do kasy, mówię „Dzień dobry”, bo panie – chociaż miłe – zawsze czekają, aż klient je przywita jako pierwszy i wykładam towar na ladę. Po kilku piknięciach słyszę „29 złotych i 18 groszy”. Kartą będzie. Tą z moneyback’iem. Bardziej się opłaca. Po siatce na rękę, bo łatwiej o balans i w drogę. Po wyschniętych już schodach sunę na trzecie jak zwinna łania czy inny łoś i wchodzę zadowolony przynosząc wędlinę na kolację i zapasy na imprezę na miarę naszych możliwości. „Dawaj ten chleb, ser już skroiłam” – słyszę. Aaa… To chleb miałem kupić, no tak…

Twoje wyjścia do sklepu też tak wyglądają? Idziesz po jedną rzecz, kupujesz dziesięć innych i jak Ci się poszczęści to kupisz też to, po co przyszedłeś? Zazwyczaj podczas pojedyńczej wizycie w sklepie zostawiam w nim 15-20 złotych. Nie mówię o dużych zakupach, tylko właśnie o przejściu się po sok, albo po chleb. Wiem, że nie ja jeden tak mam. Przy kasach inni klienci rozglądają się nerwowo po gumach do żucia, batonikach, papierosach i innych tic-tac’ach. Co tu jeszcze kupić? Na co mam jeszcze ochotę?

Impulsywne kupowanie to normalne zachowanie w sklepach. Jeśli chcesz oszczędzić milion i przejśc na wczesną emeryturę, to musisz nauczyć się stawiać czoła temu zjawisku. Jest taki termin używany w leczeniu różnych uzależnień – mówi się, że należy unikać „wyzwalaczy”. Dla konsumenta wyzwalaczem jest reklama w TV, dobrze ustawiony i dobrze wyglądający towar w sklepie, czy wielki znak „PROMOCJA 50%”. Jak tego uniknąć robiąc zakupy spożywcze? Mam rozwiązanie, a jakże! Odkryłem, że wydaję znacząco mniej robiąc zakupy online.

Jestem tutaj winien pewne wyjaśnienie, bo chociaż używam skrótu myślowego i piszę, że robię zakupy online, to w praktyce robi je moja żona. Mało tego – robi je dobrze i efektywnie. Ja mam troszkę za mało cierpliwości do śledzenia obniżek cen i przekopywania się przez kilka stron produktów. Trzeba wzajemnie wykorzystywać swoje talenty, jak na przykład ten do robienia zakupów. Przynajmniej jest dobrze ukierunkowany.

Joker doglądający procesu wynoszenia zakupów na trzecie piętro. Porozrzucane buty gratis.

Od jakiś dwóch lat mamy swoje konto w Tesco eZakupy. Zanim poszliśmy po rozum do głowy, kupowaiśmy w Almie, ale była zbyt droga, a teraz już nie oferuje już dostaw i teraz już tylko dogorywa. Póki co nie ma w Krakowie alternatywy do zakupów spożywczych w za pomocą internetu, ale na Tesco narzekać nie możemy.

Jak to z tą oszczędnością? Tak jak wspominałem – większość zakupów robi się impulsywnie, przez co nie kupujesz tego, co jest Ci potrzebne, tylko to, co jest ładnie wypromowane w sklepie. Wrzucając artykuły do koszyka nie widzisz podsumowania mówiącego ile w tym koszyku już leży pieniędzy, więc łatwo dorzucać kolejne płatki i jogurty. Całkowity koszt poznasz przy kasie, a tam już nie będziesz przecież prosił o wycofanie artykułów, bo ludzie pomyślą, że jesteś biedny. Jeśli wybierasz się na zakupy z dziećmi, to pewnie możesz spokojnie doliczyć do rachunku 1o-20% na które naciągną Cię dzieciaki. Chociaż wiesz, że rodzic to nie bankomat, to pewnie namówią Cię na jakieś słodycze, albo nawet zabawki.

Noszenie tylu litrów wody do bagażnika, a później na trzecie piętro? Nie sądzę!

Jeśli robisz zakupy w sieci, to możesz zrobić użytek ze swojej zimnej krwi i chłodnej głowy dostosowując listę zakupów do aktualnych potrzeb. Właśnie, to jest klucz – potrzeb, a nie zachcianek. Co lepsze, bez trudu znajdziesz najtańsze produkty korzystając z sortowania od najtańszych, do najdroższych artykułów. W sklepie musisz łazić od jednego końca alejki do drugiego końca przeciskając się między parą wykłócającą się o rodzaj płatków śniadaniowych, które wezmą, a panem blokującym 3/4 alejki swoim wózkiem z zakupami i nie wiadomo, czy dostrzeżesz artykuł, który najbardziej Ci się opłaca kupić. Albo go dostrzeżesz, ale się do niego nie dopchasz.

Bardzo się cieszę, że nie jeździmy na zakupy do sklepu. Oszczędzamy czas, który możemy wykorzystać tak, jak nam się tylko podoba. Zamiast spędzić dwie godziny, a może nawet i więcej, w markecie, mogę te dwie godziny, albo nawet i więcej poświęcić na napisanie tego artykułu. Oszczędzamy sobie nerwów, ponieważ żadne z nas nie lubi chodzenia po sklepach. Do oszczędności wliczamy też paliwo, którego nie wyjeździmy i części samochodowe, których nie zużyjemy. Koniec, końców – oszczędzamy na kosztach jedzenia. Możemy świadomie i bez pośpiechu wybrać produkt o najlepszym współczynniku cena vs jakość.

Jak oszczędzić na zakupach spożywczych kupując w sieci:

  • Zerkaj na aktualne promocje. Jeśli nie ma artykułów, które Cię interesują, zaczekaj do kolejnego tygodnia. Zazwyczaj się opłaca
  • Pamiętaj, że promocje mają sens tylko wtedy, kiedy kupujesz artykuł, który kupiłbyś tak, czy inaczej. Jeśli zazwyczaj kupujesz zdrowe jedzenie, ale widzisz, że jest Nutella na promocji kosztująca 5 złotych zamiast 12 złotych i ją weźmiesz, to nic nie oszczędzisz. Wydasz ponad standard
  • Najpierw rezerwuj termin dostawy, a następnie modyfikuj listę zakupów
  • Rób duże zakupy raz/dwa razy w miesiącu. Minimalizujesz ryzyko kupowania pierdół
  • Włóż zakupy do wirtualnego koszyka i zostaw je tam na noc. Kolejnego dnia sprawdź co możesz z niego wyrzucić. Jeśli masz czas, to zrób to ponownie na kolejny dzień. Minimalizujesz impulsywne zakupy
  • Przy odbiorze zamówienia najpierw rozładuj zakupy, a później zapłać. Jeśli któryś artykuł jest uszkodzony, lub jest droższym zamiennikiem – zwróć go zanim dokonasz płatności
  • Nie kupuj wędlin i serów online. Zazwyczaj nie byliśmy zadowoleni z ich jakości
  • Upewnij się, czy warzywa i owoce w danym momencie nie są tańsze w pobliskim jarzyniaku

Sprawdź, czy powyższe zasady mają dla Ciebie sens. Niby nie są odkrywcze, ale obserwuję jak inni robią zakupy i widzę w tym procesie bardzo dużo nieefektywności. Jeśli jesteś fanem chodzenia po markecie, to pewnie Cię nie przekonam, ale jeśli nie lubisz marnowania czasu na kilkugodzinnym nabijaniu kilometrów w hali zakupowej, to może warto spróbować czegoś innego?

Kilka słów o dodatkowych kosztach robienia zakupów online. Dostawa kosztuje. Nie jest jakaś mega-droga, ale zazwyczaj kosztuje około 10 złotych. Moim zdaniem to niewielka cena za oszczędność czasu, energii i paliwa. Na rachunku za przemyślane zakupy oszczędzę więcej niż wydam na dostawę, więc końcowy bilans jest na plus – szczególnie, jeśli doliczysz czas i paliwo.

Jakość owoców i warzyw jest dość dobra. Bardzo rzadko zdarza się, żeby przyszły poobijane lub nadpsute.

Tak jak widziałeś – chociaż duże zakupy robimy w sieci, to nie wykluczamy chodzenia do sklepów. Wędliny, sery, chleb, czasami warzywa i owoce, to artykuły, które kupujemy osobiście w pobliskim sklepie, który opisałem we wstępie. Nie możemy ich kupić raz w miesiącu, bo się zwyczajnie zepsują. Podczas wizyt w sklepie muszę ze sobą walczyć i nie dać się skusić na zakup pierdół, co przy tych upałach nie jest łatwe. Ostatnio prym wiodą „Lody jak dawniej” – guilty as charged.

Myślisz, że zakupy spożywcze online to dobry pomysł? Może masz inny pomysł na ograniczenie kosztów jedzenia? Podziel się w komentarzu, a jeśli uważasz ten artykuł za użyteczny, to kliknij przycisk „Share” i udostępnij go na facebooku!

13 Replies to “Zakupy spożywcze – w sklepie czy w sieci?”

  1. Mówiąc szczerze jeszcze nigdy nie robiłam zakupów spożywczych w sieci, ale przekonaliście mnie, że warto spróbować 😉 Ciekawy artykuł, pozdrawiam!

  2. Masz rację w tym, że kupując on-line mamy szansę wydać mniej, niż gdy przechodzimy obok cudownego produktu na promocji i nie umiemy się mu oprzeć.
    Trochę mało jeszcze mamy sklepów on-line, ja mieszkam pod Krakowem i znalazłam faktycznie możliwość dostawy z Tesco i jeszcze z Piotra i Pawła. Nie mówie o sklepach innych utworzonych nie przez markety. Dziwi mnie tylko, że za dostawę trzeba płacić, nie zawsze mało. Market przecież nie musi mieć wielkich powierzchni sklepu, wystarczy tani magazyn. Może nasze zakupy przygotować o dowolnej porze, itp. itd. wiele plusów możnaby tu znaleźć.
    Z naszego punktu widzenia, oszczędność czasu + większe zakupy to zdecydowana korzyść. Spróbuję więc ją wypróbować przy okazji. Pewno też będzie do Tesco, jak w Twoim przypadku.

  3. Jest alternatywa dla Tesco w Krakowie – Szopi.pl. Dostarczają z różnych sklepów w tym z Biedry, Lidla, Tesco itp.

    1. Dzięki za informację! Właśnie sprawdzam i widzę, że faktycznie jest możliwość zamówienia produktów w Lidlu. Zastanawia mnie na czym serwis zarabia, jeśli powyżej 200 złotych dostawa jest gratis. Ceny wydają się być lekko „podpompowane” względem standardowych, ale będę musiał to sprawdzić porównując cenę w sklepie do tej w serwisie.

      Edit: Potwierdzam. Jogurt grecki 400g w Biedronce kosztuje 1,79 zł a w serwisie kosztuje 2,04 zł. Czyli fajny serwis, ale dla wygody a nie dla oszczędności.

  4. Jestem tym szczęśliwcem, który mieszka w zagłębiu marketów, a dodatkowo przy dwóch bazarkach. Mało tego, pracuję też niedaleko. Większe zakupy robię raz w tygodniu, wracając w weekend wieczorem do domu (bo mam po drodze). I tak bym przejeżdżała kolo marketu, więc nie wydaję na paliwko więcej. Oszczędzam, bo najczęściej robię zakupy z listą ułożoną wg tygodniowego menu. Mało tego, jestem fanką chwytania produktu w rączkę, czytania składu. Oszczędzam między innymi w ten sposób. Jeśli widzę, iż np. sok pomidorowy marki Tesco ma ten sam skład, co sok np. Hortexu (a czasem i lepszy), to chwytam ten marketowy, tańczy o 50%. Warzywa na bieżąco mogę dokupić na bazarku wracając z pracy, zejdzie mi 15 minut więcej… Gdybym np. mieszkała na przedmieściu, to pewnie bym rozważyła opcję zakupów online, ale póki co absolutnie nie mam takiej potrzeby

    1. Gratuluję chłodnej głowy w robieniu zakupów z listą 🙂 Jeśli jedziesz tamtędy tak, czy inaczej to faktycznie nie stracisz na paliwie, ale troszkę czasu już tak. Myślałaś może o transportowym challenge’u?

  5. Ja kupuję online produkty spożywcze z dłuższą datą ważności np. kasze, czy bakalie. Świeżę robię na bieżąco w ulubionych marketach 2 razu w tyg 🙂

  6. Właśnie muszę też kiedyś zrobić zakupy przez internet, bo od zawsze chodzę do marketów 😛

  7. Lubię zakupy on-line bo to oszczędność czasu. Szkopuł w tym, iż w Tesco, po zamówieniu on-line dostaje produkty gorszej jakości. Np. warzywa, które się szybko psują. Nie zawsze tak jest, ale zdarza się

    1. Zdarza się, to prawda. Dlatego my zdecydowaliśmy, że nie płacimy dopóki nie rozpakujemy wszystkich zakupów. Jeśli coś nie odpowiada naszym wymaganiom, to po prostu robimy zwrot. Dostawcy zazwyczaj naciskają, aby płacić od razu, bo nie muszą później czekać, ale warto pokazać asertywność w tej sytuacji. Zdarzało się, że zapłaciliśmy już za zakupy, po czym okazywało się, że jakaś przyprawa za mniej niż 1 zł była zamoknięta od deszczu i nie dało się zrobić zwrotu.

  8. Próbowałam zakupów w sieci, jednak nam osobiście się to średnio opłaca. Mamy sklep z owadem w logo 😉 tuż pod domem, a wycieczki do niego traktujemy jako odpoczynek od hałasu, jakie tworzą nasze energiczne dzieciaki :). Cała impreza wychodzi taniej niż zakupy online. Poza tym, nie lubimy ponadprogramowo ślęczeć przed ekranem komputera.
    Choć oczywiście Twoje argumenty bardzo do mnie przemawiają i fajnie, że streściłeś pożytki płynące z zakupów online.

  9. Myślę, że pół na pół: trochę w sieci i trochę w sklepach stacjonarnych 🙂

  10. Ja mam manie sprawdzania dat ważności niemal wszystkich kupowanych produktów. Ciekawy artykuł i strona. Życzę powodzenia.

Dodaj komentarz