Dług to stan awaryjny!

Prawie każdy dorosły człowiek ma jakiś dług. Nie chodzi o dług wdzięczności wobec rodziców za trud wychowania, ani inne moralne sprawy. Mówię o twardym, pieniężnym długu. Dla niektórych to kredyt hipoteczny, kredyt na auto albo inny gotówkowy. Czasem w banku, czasem u rodziny. Co ciekawe – jesteśmy do długów już tak przyzwyczajeni, że żyjemy z nimi niemal w symbiozie i bycie zadłużonym jest stanem uznawanym za normalny. (czytaj dalej…)

Tak, jak pisałem w artykule dotyczącym mojego podejścia do brania kredytów – uważam, że czasem warto z nich skorzystać. Nie jest tak, że jestem jakimś ortodoksem w tej sprawie. Jeśli masz pieniążki – przykładowo – na smartfon za dwa tysiące, ale wolisz tę kwotę zainwestować, a urządzenie kupić na raty 0%, to jest to świetny pomysł. Jeśli jednak chcesz mieć ten gadżet i bierzesz go na raty dlatego, że nie masz kasy, to sorry, ale żyjesz ponad stan. Nie stać Cię na smartfon, ale tak bardzo go chcesz, że jesteś gotów się zadłużyć, aby go dostać. Co robić, gdy takich kredytów sobie trochę nagromadzisz?

Muszę Ci powiedzieć jedną rzecz, która choć wydaje się być prosta, to wiele osób wypiera ją z uporem maniaka. Dług to stan awaryjny. Dług to sytuacja, w której powinieneś skupić się tylko i wyłącznie na jak najszybszym spłaceniu zobowiązania. Pomyśl, że pożyczyłeś dwa tysiące od brata lub siostry. W takiej sytuacji oddajesz pieniążki tak szybko, jak tylko je zdobędziesz. Tego wymaga niepisany kodeks postępowania. Wyobraź sobie ich miny, gdy widzą, że wydajesz pieniądze, które powinieneś im oddać. Jeśli dostaniesz bonus w pracy to raczej nie kupisz sobie nowego gadżetu wiedząc, że wisisz komuś kasę.

Problem w tym, że biorąc sprzęty na raty i biorąc pożyczki w bankach, pieniądze pożyczasz od instytucji, a nie od konkretnej osoby. Pojawia się efekt anonimowości, który powoduje, że łatwo zapomnieć o zasadach które stosuje się w kontaktach z ludźmi. Zauważ, że w małych miejscowościach i wsiach, gdzie każdy zna każdego, mieszkańcy się raczej wzajemnie nie okradają. W dużych miastach, gdzie zagęszczenie ludności jest większe, takie czyny zdarzają się częściej. Kieszonkowcy zrobili z tego stałe źródło zarobku. Nie spotkasz kieszonkowców w małej miejscowości, za to w Krakowie, czy w Warszawie jak najbardziej. Dzieje się tak właśnie dlatego, że łatwo o anonimowość, a jak Cię nikt nie zna, to pozwalasz sobie na więcej. To samo dzieje się z kredytem. Nie znasz osoby od której pożyczasz, więc się nie przejmujesz tym, co sobie pomyśli jeśli mając kasę nie oddasz pożyczki.

Na jednym z blogów traktującym o wychodzeniu z długów spotkałem się z opisem pewnej sytuacji. Rodzinka się zadłużyła po uszy. Całe szczęście zrozumieli swój problem i zaczęli walczyć, aby swoje zobowiązania spłacić. Powoli szli do przodu i w końcu efekty zaczęły być widoczne. Przyszedł czas zwrotów nadpłaconego podatku i do budżetu wpadło trochę ekstra kasy. I teraz stała się ciekawa rzecz. Dodatkowy pieniądz spożytkowali na… wakacje. Rozumiesz? Dają z siebie naprawdę sporo, zaczynają widzieć światełko w tunelu, a gdy nadarza się okazja na znaczne zmniejszenie długu, decydują się na wyjazd na wakacje. Sorry Winnetou, ale tak to nie działa. Powtórzę raz jeszcze, że dług to stan awaryjny i jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, to długi mają stać się Twoim oczkiem w głowie. Zanim wydasz jakąkolwiek kasę, to pomyśl, czy w świetle Twojej sytuacji stać Cię na to, aby ją wydać. Oczywiście wydaj kasę na jedzenie i na ubranie (chociaż bez fajerwerków), ale wakacje, auto, albo gadżety może warto odpuścić?

Już kiedyś wspominałem o mentalności dziecka, które chce mieć wszystko tu i teraz i nie jest gotowe czekać. Ta mentalność objawia się przy braniu kredytów na rzeczy, na które Cię nie stać. W momencie, kiedy chcesz te kredyty spłacić, ale tak trochę na pół gwizdka, to znów wracasz do tego dziecięcego podejścia. Mówisz: „Chcę spłacić długi, ale bez przesady – nie aż tak, żeby do Włoch nie pojechać, nie szalejmy…”. Powiem Ci, że lepiej „szalej” i oddaj co nie Twoje póki jeszcze masz z czego. Przykłady ludzi wciągniętych w spiralę zadłużenia są druzgocące, więc lepiej działać ekstremalnie póki jeszcze to możliwe.

Sam kiedyś miałem długi i to spore. Nawet nie chodzi o zakupy na raty, a o najzwyklejsze pożyczki gotówkowe. Podekscytowałem się dostępnością pieniądza i brałem kredyty na wszystko. Po miesiącach, które później urastały do lat trwania w stanie, w którym zarabiałem tylko po to, aby opłacić rachunki, spłacić kredyty i zjeść za to, co zostało, stwierdziłem, że coś z tym trzeba zrobić. Poszukałem pracy, w której zarobię więcej i taką znalazłem. Zarobiłem niewiele więcej, ale wystarczająco dużo, żeby móc szybciej spłacić kredyty. Każdy pieniądz, który nie był absolutnie konieczny do przeżycia był pakowany w te kredyty. Jeden po drugim pozbywałem się ich, aż w końcu byłem kredyt-free. Mówię Ci, to świetne uczucie. Tak jakby odpiłować kulę od nogi i móc znów biegać.

Kamper Peugeot J5
Powyżej jeden z zakupów na kredyt. Stary kamper, który dostarczył wielu niezapomnianych wrażeń, ale był finansową porażką.

To nie był łatwy proces, ale cel uświęca środki. Przez czas nadpłacania kredytów żyłem momentami na gorszej stopie niż wtedy, kiedy zarabiałem mniej. Cały proces potrwał trochę ponad rok i mogę potwierdzić, że warto było się męczyć. Od tamtej pory zaczęliśmy sporo oszczędzać i w tym trwamy do dzisiaj. Drogę oddłużania się polecam wykorzystać do wytrenowania w sobie nawyku życia poniżej stanu i wykorzystania tej mega-umiejętności do zebrania kapitału, który spowoduje, że już nigdy nie będziesz musiał pożyczać pieniędzy.

A jak u Ciebie? Masz długi? Co robisz, żeby się ich pozbyć?

6 Replies to “Dług to stan awaryjny!”

  1. Przy obecnych ulgach prawnym niemal z każdego długu można wyjść. Sam znam przypadek ogromnego zadłużenia w Zus-ie i, o dziwo, pracownicy nie okazali się potworami, tylko naprawdę pomocnymi ludźmi. Pozdrawiam i gratuluję ciekawego wpisu 🙂

    1. Radek – no właśnie. Da się, tylko trzeba chcieć i właśnie o tym piszę. Znam zadłużonych, którzy po prostu akceptują ten fakt i nawet nie wiem czy chcą cokolwiek zmienić.

  2. To prwda, długi to okropna sprawa – da się wyjśc, ale jest naprawdę bardzo ciężko. Najbardziej tylko nie rozumiem tych, co sami się w nie pchają.

  3. W mojej ocenie są dobre długi i te nieco mniej dobre (złe). Finansowanie obce np. W inwestycji jak dzwonię by to nie zabrzmiało jest tańsze, a sam efekt dźwigni finansowej bardzo opłacalny. Jak wspomniałeś po za ratami 0% na konsumpcję innych Nie biorę (te raty 0% też z wyczuciem 🙂 zwyczajowo nie lubię też prowizji za przyznanie… suma summarum aktywa netto zawsze muszą być na plusie 😛

  4. Ja niestety znam taką osobę, która wolała wziąć chwilówkę na telefon, niż w sklepie ten telefon wziąć na raty. Nie pojmuję takiego działania, ale dobrze, że mnie do takich postępowań nie ciągnie.

  5. To prawda, gdy pojawiają się długi nie można zwlekać i czekać. Niektóre osoby, pod wpływem strachu i wstydu, pakują sie w jeszcze większe kłopoty

Dodaj komentarz